Już od ponad miesiąca w szkolnych sklepikach obowiązuje zakaz sprzedawania „śmieciowego jedzenia”, ale dalej ten temat wzbudza wiele emocji. Bo to ograniczanie wolności, podważanie autorytetu rodziców (co to będzie jak dziecko dowie się, że colka którą pije codziennie do obiadu jest niezdrowa :o ) z drugiej strony walka o zdrowie dzieciaków.
Jako dietetyk jestem za czy przeciw?
Szczerze?


