środa, 24 lutego 2016

Pierwszy raz na siłowni - jak przetrwać?

 photo av3_zpsqhpfzuba.png
Siłownia - dawniej ostoja panów gdzie pot lał się ciurkiem, a żelazo latało w powietrzu niczym strzały w średniowieczu.
Teraz -najmodniejsze miejsce do przebywania i robienia sobie selfiaczy dla dziewczyn.

Tak, oglądanie instagrama (instagramu?) i tych wszystkich fit dziewczyn zachęcających do treningu siłowego sprawiło, że też zapragnęłam być taka. Zapragnęłam przebywać w tym magicznym miejscu gdzie leczy się płaskodupie. No, bo przecież jak nie chodzisz na siłownię i nie udokumentujesz tego codziennym zdjęciem i motywacyjnym tekstem na FB to znaczy, że jesteś leniwą, tłustą bułą, nie dbającą o siebie.

Także nie wiele myśląc zakupiłam przez internet karnet na siłownię. Na pierwszy trening zbierałam się aż 3 tyg., bo...

 photo 20160223_132251_zps3aysz19f.jpg

 
Zaczęłam się BAĆ/stresować/panikować (jak zwał tak zwał). Przed egzaminami na studiach tak się nie stresowałam jak przed pierwszym wyjściem na siłownię.  Może jestem dziwna, ale napadł mnie lęk przed ośmieszeniem. Przecież wszyscy będą się na mnie gapić, bo ja nie umiem w siłownię, nie znam się, wszyscy będą się śmiać i oceniać, a do tego będę bez makijażu więc podwójny powód do śmiechu. Z tego przerażenia zapomniałam cyknąć kilku fotek z "pierwszego razu" na bloga więc musicie wybaczyć, że będzie tylko sam tekst.

Czy mój lęk był uzasadniony?

Nie, nie , nie, 100x nie! Ale to wiem dopiero od dziś po pierwszym treningu.
Oto jak było:
Weszłam na siłownię, w recepcji miła pani aktywowała mi karnet i wskazała szatnię. Weszłam chwiejnym krokiem i przebrałam się (tak, miałam ochotę uciec, ale jakoś się przemogłam). Już w stroju wyszłam na salę. Musiałam mieć strasznie przerażony wyraz twarzy, bo od razu podszedł do mnie trener z pytaniem czy to mój pierwszy raz (teraz to pytanie wydaje mi się dwuznaczne i nawet obróciłabym je w sprośny żart, ale wtedy nie było mi do śmiechu). Po mojej odpowiedzi, a bardziej chrumknięciu zostałam oprowadzona po całym obiekcie. Dostałam rozpisany trening, a do tego pan trener pokazał i wytłumaczył mi każde ćwiczenie, a ja musiałam je powtórzyć, żeby mógł skorygować błędy.Wykonałam cały trening z małymi uwagami i na koniec dostałam pochwałę, że super mi poszło (duma dalej mnie rozpiera :D). Zostałam poprowadzona jak małe dziecko po nowym przedszkolu.
A czy ludzie się gapili, śmiali itd?
Nie, w zasadzie to oprócz trenera nikt na mnie nie patrzył, nie oceniał. Parę osób się uśmiechnęło nawet do mnie. Wszystkie dziewczyny były bez makijażu więc nie wyróżniałam się z tłumu. Poziom upokorzenia i ośmieszenia = 0.

Więc w 100% nie ma czego się bać, bo strach w tym wypadku jest irracjonalny. A co mogłabym poradzić osobom które chcą, a się boją?

  • wybrać się z kimś, zawsze wsparcie pomaga
  • kupić karnet na siłowni i od razu iść na trening, a nie przez internet
  • przygotować się, czyli zorganizować sobie wygodny strój i buty, jakąś muzykę w słuchawkach żeby się skupić na swoim, wziąć wodę i ręcznik
  • nie bać się prosić o pomoc trenera
  • uświadomić sobie, że krzywdy nam tam nikt nie zrobi :)
A wy jakie macie wspomnienia z pierwszego treningu? Też się baliście? A może się jeszcze wahacie czy iść? Może jakieś rady dla innych? Chętnie poczytam o tym w waszych komentarzach. Dzielmy się takimi przemyśleniami, bo nigdy nie wiadomo czy dzięki nam nie zmieni się czyjeś życie lub podejście do ćwiczeń?
Buziaczki wszystkim, śle jeszcze w euforii wasza
                                                                       A.        

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz